Wraz z rosnącą popularnością leków GLP-1 coraz częściej pojawiają się niepokojące nagłówki sugerujące możliwy związek zastrzyków Ozempic, Wegovy czy Mounjaro z rakiem tarczycy. Dla wielu osób brzmi to jak sygnał alarmowy: „czy leki, które pomagają schudnąć i poprawić zdrowie metaboliczne, mogą jednocześnie powodować nowotwór?”. Warto jednak na chwilę zatrzymać się i spojrzeć na te doniesienia z szerszej perspektywy.
Osoby stosujące agonistów GLP-1 są po prostu częściej i dokładniej badane. Trafiają pod regularną opiekę lekarską, mają wykonywane badania krwi, a także — znacznie częściej niż przeciętna populacja — badania USG tarczycy. A tam, przy użyciu nowoczesnego sprzętu, bardzo łatwo wykryć drobne guzki, które u większości ludzi istniały od lat i nigdy nie dawały żadnych objawów ani realnego zagrożenia dla zdrowia.
To właśnie ten efekt — większa czujność, więcej badań i lepsza diagnostyka — może tłumaczyć wzrost liczby rozpoznań, a nie samo działanie leków. W artykule przyjrzymy się, co dokładnie pokazują najnowsze badania naukowe, skąd wzięły się ostrzeżenia dotyczące tarczycy, czym różnią się dane z badań na zwierzętach od tych prowadzonych na ludziach oraz co realnie powinny wiedzieć osoby stosujące Ozempic, Wegovy czy Mounjaro.
Bo w świecie medycyny nie wszystko, co brzmi groźnie w nagłówku, okazuje się groźne w rzeczywistości.
Ozempic, Wegovy i Mounjaro a rak tarczycy
Aby rzetelnie ocenić, czy istnieje związek pomiędzy stosowaniem leków z grupy GLP-1 — takich jak Ozempic, Wegovy czy Mounjaro — a ryzykiem raka tarczycy, naukowcy przeanalizowali bardzo dużą bazę danych obejmującą 351 913 dorosłych pacjentów. Były to osoby, które po raz pierwszy wykupiły receptę na różne leki stosowane w cukrzycy typu 2, w tym agonistów GLP-1. Wszyscy uczestnicy badania mieli umiarkowane ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i — co kluczowe — nie mieli wcześniej zdiagnozowanego raka tarczycy.
Na pierwszy rzut oka wyniki mogły budzić niepokój. Jak przyznała dr Rozalina McCoy, autorka badania i profesor Uniwersytetu Medycznego w Maryland, wstępna analiza sugerowała nieznacznie wyższą liczbę rozpoznań raka tarczycy u osób stosujących leki GLP-1. To właśnie ten fragment danych stał się podstawą wielu alarmistycznych nagłówków i internetowych spekulacji.
Jednak na tym etapie badacze nie zatrzymali się przy prostym zestawieniu liczb. Wręcz przeciwnie — taka obserwacja wzbudziła ich czujność. Rak tarczycy jest nowotworem, który rozwija się latami, a nie w ciągu kilku miesięcy od rozpoczęcia terapii. Fakt, że zwiększona liczba rozpoznań pojawiała się głównie w pierwszym roku stosowania leków GLP-1, od razu zasugerował, że może nie chodzić o rzeczywisty wzrost zachorowań, lecz o coś zupełnie innego.
To właśnie ten moment stał się punktem wyjścia do głębszej analizy — i zmienił sposób interpretacji całych wyników.
Ddokładniejsza analiza zmieniła interpretację wyników
Gdy badacze przyjrzeli się danym dokładniej, początkowy niepokój szybko ustąpił miejsca znacznie bardziej wyważanemu wnioskowi. Jak podkreśliła dr Rozalina McCoy, wzrost liczby rozpoznań raka tarczycy dotyczył wyłącznie pierwszego roku od rozpoczęcia leczenia lekami GLP-1, takimi jak Ozempic, Wegovy czy Mounjaro. To kluczowa obserwacja, ponieważ nowotwory — w tym rak tarczycy — nie powstają w ciągu kilku miesięcy, lecz rozwijają się stopniowo, często przez wiele lat. Ten czasowy rozdźwięk od razu wzbudził podejrzenia zespołu badawczego, że obserwowany efekt może nie mieć charakteru przyczynowego.
W praktyce oznaczało to, że leki GLP-1 raczej nie wywoływały nowotworu, lecz mogły pośrednio prowadzić do jego częstszego wykrywania. Aby to zweryfikować, naukowcy zadali kolejne pytanie: czy osoby stosujące Ozempic, Wegovy lub Mounjaro nie są po prostu częściej poddawane diagnostyce obrazowej tarczycy?
Odpowiedź okazała się jednoznaczna. Pacjenci leczeni agonistami GLP-1 znacznie częściej mieli wykonywane badania USG tarczycy niż osoby przyjmujące inne leki. A to ma ogromne znaczenie kliniczne. Ultrasonografia jest niezwykle czułym narzędziem diagnostycznym i bardzo często wykrywa drobne guzki tarczycy, które istniały już wcześniej, nie dawały żadnych objawów i w zdecydowanej większości przypadków nigdy nie stanowiły zagrożenia dla zdrowia ani życia pacjenta.
W efekcie to nie choroba „pojawiała się” częściej, lecz była częściej zauważana. Badania po prostu ujawniały zmiany, które w innym przypadku pozostałyby niezdiagnozowane — bez wpływu na długość czy jakość życia. To zjawisko jest znane w medycynie jako nadrozpoznawalność i od lat dotyczy m.in. raka tarczycy.
Ten wniosek zasadniczo zmienia kontekst całej dyskusji o bezpieczeństwie leków GLP-1 i pokazuje, jak łatwo surowe dane statystyczne mogą prowadzić do błędnych interpretacji, jeśli nie uwzględni się realiów klinicznych.
Ograniczenia badania, o których trzeba jasno powiedzieć
Jak w przypadku każdej dużej analizy opartej na danych populacyjnych, również to badanie miało swoje istotne ograniczenia, które należy brać pod uwagę przy interpretacji wyników. Autorzy nie dysponowali szczegółowymi informacjami klinicznymi dotyczącymi poszczególnych pacjentów, w tym indywidualnych czynników ryzyka raka tarczycy, takich jak obciążenia genetyczne, wcześniejsza ekspozycja na promieniowanie czy choroby autoimmunologiczne tarczycy. Brak tych danych uniemożliwia pełną ocenę, czy osoby, u których rozpoznano nowotwór, rzeczywiście różniły się pod względem ryzyka od reszty badanej populacji.
Co równie ważne, analiza nie pozwalała ustalić, z jakiego powodu wykonywano badania obrazowe tarczycy. Nie wiadomo, czy USG było elementem rutynowej kontroli, efektem wzmożonej czujności lekarzy wobec pacjentów stosujących Ozempic, Wegovy lub Mounjaro, czy też odpowiedzią na konkretne objawy kliniczne. Brak tej informacji utrudnia ocenę, czy wykrycie zmian miało realne znaczenie zdrowotne, czy było jedynie konsekwencją intensywniejszej diagnostyki.
Dodatkowo badacze nie posiadali danych dotyczących typu ani stadium rozpoznanego raka tarczycy. To kluczowe, ponieważ zdecydowana większość nowotworów wykrywanych dzięki badaniom obrazowym to wolno rosnące, niskoagresywne postacie — zwłaszcza rak brodawkowaty — które bardzo rzadko wpływają na śmiertelność. Bez tej wiedzy nie można jednoznacznie stwierdzić, czy rozpoznania dotyczyły nowotworów klinicznie istotnych, czy zmian, które nigdy nie dałyby objawów i nie wymagałyby leczenia.
Wszystkie te ograniczenia sprawiają, że wyniki badania nie potwierdzają związku przyczynowo-skutkowego między stosowaniem leków GLP-1 a rozwojem raka tarczycy. Pokazują raczej, jak intensywniejsza diagnostyka może wpływać na statystyki i prowadzić do pozornego wzrostu zachorowań, który niekoniecznie odzwierciedla rzeczywiste zagrożenie zdrowotne.
Czy rak tarczycy jest nadrozpoznawany?
Rak tarczycy bywa diagnozowany coraz częściej, głównie z powodu powszechnego stosowania badań obrazowych, takich jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny. Badania wykonywane z zupełnie innych powodów mogą wykrywać guzki tarczycy, które:
- nie dają objawów,
- są klinicznie nieistotne.
„Gdyby ich nie wykryto, z punktu widzenia pacjenta niewiele by się zmieniło” – powiedział dr Richard Siegel, endokrynolog i współdyrektor Diabetes and Lipid Center w Tufts Medical Center.
„Ostatecznie mamy do czynienia z masowym wczesnym wykrywaniem guzków”.
Jednocześnie śmiertelność z powodu raka tarczycy pozostaje bardzo niska. Najczęstszy typ – rak brodawkowaty – ma 99,5% przeżywalności pięcioletniej.
Eksperci zwracają uwagę, że ostrzeżenie „black box” dotyczące leków GLP-1 mogło zwiększyć czujność zarówno lekarzy, jak i pacjentów. To z kolei prowadzi do częstszych badań i wykrywania niegroźnych zmian.
„Wynika to z chęci zachowania maksymalnej ostrożności i upewnienia się, że leki są stosowane bezpiecznie i nic groźnego nie zostanie przeoczone” – powiedziała dr McCoy.

Badania na zwierzętach a dane u ludzi
Ostrzeżenie typu black box, które do dziś widnieje w ulotkach leków takich jak Ozempic, Wegovy czy Mounjaro, ma swoje źródło w badaniach na zwierzętach przeprowadzonych w 2010 roku. W eksperymencie tym długotrwałe podawanie liraglutydu prowadziło do zwiększonej częstości występowania rdzeniastego raka tarczycy u gryzoni. To właśnie te wyniki stały się podstawą do wprowadzenia najbardziej rygorystycznego ostrzeżenia regulacyjnego.
Kluczowy problem polega jednak na tym, że rdzeniasty rak tarczycy stanowi zaledwie 3–4% wszystkich nowotworów tarczycy u ludzi, a jego mechanizm powstawania u gryzoni znacząco różni się od fizjologii człowieka. Komórki C tarczycy, które odpowiadają za ten typ nowotworu, reagują u zwierząt laboratoryjnych na agonistów GLP-1 w sposób znacznie silniejszy niż u ludzi.
Co istotne, dotychczasowe badania prowadzone na dużych populacjach ludzkich nie wykazały zwiększonego ryzyka raka tarczycy u osób stosujących leki z grupy GLP-1, zarówno w leczeniu cukrzycy typu 2, jak i otyłości. Eksperci są zgodni, że dane pochodzące z badań obserwacyjnych i rejestrów klinicznych nie potwierdzają wniosków wyciągniętych z modeli zwierzęcych.
„Dowody budzące niepokój pochodzą głównie z badań na zwierzętach, które nie zawsze mają bezpośrednie przełożenie na ludzi” – podkreśla dr Rozalina McCoy, współautorka analiz dotyczących bezpieczeństwa agonistów GLP-1.
Co więcej, coraz więcej danych sugeruje, że leki takie jak Ozempic, Wegovy czy Mounjaro mogą wręcz obniżać ogólne ryzyko rozwoju nowotworów. Dzieje się tak pośrednio — poprzez redukcję przewlekłego stanu zapalnego, poprawę kontroli glikemii, zmniejszenie insulinooporności oraz korzystny wpływ na masę ciała i metabolizm. Wszystkie te czynniki są dobrze udokumentowanymi elementami obniżającymi ryzyko wielu chorób nowotworowych.
Co warto wiedzieć, jeśli stosujesz Ozempic, Wegovy lub Mounjaro?
Wnioski płynące z dostępnych badań są dziś dość jednoznaczne i — co ważne — uspokajające dla pacjentów. Eksperci podkreślają, że same leki z grupy GLP-1 nie są czynnikiem wywołującym raka tarczycy, a obserwowany wzrost liczby rozpoznań wynika głównie z częstszej diagnostyki, a nie z rzeczywistego wzrostu zachorowań.
„Jeśli ktoś martwi się rakiem tarczycy, powinno to wynikać z innych powodów niż samo stosowanie GLP-1.”
Lekarze zwracają uwagę, że istnieją dobrze udokumentowane czynniki ryzyka raka tarczycy, które nie mają związku z Ozempikiem, Wegovy czy Mounjaro. Należą do nich przede wszystkim:
- ekspozycja na wysokie dawki promieniowania (zwłaszcza w dzieciństwie),
- rodzinne występowanie nowotworów tarczycy,
- rzadka, ale istotna mutacja genetyczna znana jako MEN2 (mnogie nowotwory gruczołów dokrewnych typu 2).
Osoby obciążone takimi czynnikami — niezależnie od tego, czy stosują leki GLP-1 — powinny pozostawać pod regularną opieką lekarską i konsultować wszelkie wątpliwości z endokrynologiem. To właśnie indywidualny profil ryzyka, a nie sam lek, powinien być punktem odniesienia w ocenie bezpieczeństwa terapii.
Zarówno u osób stosujących agonistów GLP-1, jak i w populacji ogólnej, specjaliści podkreślają jedno: ryzyko raka tarczycy pozostaje niskie, a w wielu przypadkach wykrywane zmiany nigdy nie miałyby znaczenia klinicznego, gdyby nie nowoczesna diagnostyka obrazowa. Coraz dokładniejsze badania pozwalają wykrywać bardzo wczesne, często niegroźne zmiany, które dawniej pozostałyby niezauważone — i nie wpłynęłyby na zdrowie ani długość życia pacjenta.
Dla osób stosujących Ozempic, Wegovy czy Mounjaro oznacza to jedno: obecny stan wiedzy nie daje podstaw do rezygnowania z terapii z obawy przed rakiem tarczycy. Kluczowe pozostają regularna kontrola zdrowia, rozmowa z lekarzem i patrzenie na ryzyko w szerszym, medycznym kontekście — a nie przez pryzmat nagłówków budzących niepokój.

